WITAM SERDECZNIE i ZAPRASZAM WSZYSTKICH
DO WSPÓLNEGO UŚMIECHU



   NA  WSTĘPIE  SPRAWDŹ...GDZIE  TRAFISZ...:)))
 


PO PROSTU - NA WESOŁO

2 3 4 5 6 7


Poskromiony Miruś...

HUMOR I UŚMIECH - TO NAJLEPSZE LEKARSTWO
NA KAŻDĄ SYTUACJĘ
ZAPRASZAM DO KRAINY UŚMIECHU


BURCZYMUCHA




   TU NIESPODZIANKA DLA PAŃ  



   WC  DIALOG ?...CZY  SPOWIEDŹ  



   Wiesiek...Z PRZYMRUŻENIEM OKA...:)))  



   "Dupowate" ROZWAŻANIA...
 

DAJMY SOBIE CZASU...


   PANOWIE !!! UWAGA !!! Ostrożnie z...!!!
 




LOKOMOTYWA

Stoi na stacji lokomotywa,
która ma jeździć na biopaliwa.

Chciałaby jechać, ale nie może,
bo to po pierwsze wypada drożej,
po drugie, skutkiem jakichś przekrętów,
w kraju brak kilku biokomponentów,
a jak się kupi je z zagranicy,
to będą stratni polscy rolnicy.

Po trzecie spalin skład tak się zmienia,
ze wzrosną wokół zanieczyszczenia,
po czwarte jazda ma wpływ szkodliwy
na biedny silnik lokomotywy...

Takich zagrożeń jest ze czterdzieści,
sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.
Lecz choćby przyszło ekspertów tysiąc,
a każdy gotów nie tylko przysiąc,
lecz także dowieść w uczonych pracach,
ze ta ustawa się nie opłaca,

to ją ochoczo przegłosowali
znaczną większości, Wysokiej Sali
zlobbingowani nasi posłowie,
co kłopot maja z olejem.
W głowie.



Słowa, które są trudne do wypowiedzenia, gdy jesteś pijany/a:

- Bezsprzecznie.

- Innowacyjny.

- Przygotowawczy.

- Proletariacki.

Słowa, które są bardzo trudne do wypowiedzenia, gdy jesteś pijany/a:

- Konstytucjonalizm.

- Wszystkowiedzący.

- Rozszczepienie jaźni.

- Szczęśliwe zrządzenie losu.

Słowa, które są absolutnie niemożliwe do wypowiedzenia, gdy jesteś pijany/a:

- Dziękuję, nie mam ochoty na seks.

- Nie, dla mnie już piwa nie zamawiajcie.

- Przykro mi, ale nie jesteś w moim typie.

- Dobry wieczór, panie władzo. Śliczne dziś niebo, prawda?

- No nie, dajcie spokój! Przecież na pewno nikt nie chce, żebym śpiewał(a).




JA KOCHAM SWOJĄ PRACĘ!

Ja kocham swoją robotę, zarobek kocham też!
Ja kocham je coraz mocniej, czy słońce jest, czy deszcz.
Ja kocham mego szefa, on przecież jest wspaniały.
Kocham też jego szefów - i wszystkich pozostałych.

Ja kocham swoje biuro i jego pochodzenie,
Na urlopowy wyjazd go nigdy nie zamienię.
Kocham biurowych mebli ponury szary kolor
I sterty dokumentów rosnące wciąż na nowo.

Wydajność mojej pracy wzrasta wręcz nadzwyczajnie
I nie znam innych przyczyn, by było mi tak fajnie.
Ja kocham też obecność moich współpracowników,
Pełną złośliwych uwag, uśmiechów, wykrzykników.

Ja kocham mój komputer, kocham jego programy.
Przytulam je do siebie, chociaż nie bez obawy.
Ja kocham każdy program i wszystkie jego pliki
Zwłaszcza jeśli ich praca przynosi mi wyniki.

Szczęśliwy jestem tutaj! Tu źródło mej radości,
Niewolnik swojej Firmy - to pełnia szczęśliwości!
Ja kocham tę robotę. Ja kocham swe zadania.
I kocham tych nudziarzy, co ględzą na zebraniach.

Ja kocham swoją pracę, być może was to nudzi.
I również bardzo kocham przybyłych właśnie ludzi.
Tych dwu przyjaznych ludzi, wcale nie żadnych głupków,
Co w śnieżnobiałym kitlu wywiozło mnie do "czubków".




DRODZY PRACOWNICY!

Po wnikliwych obserwacjach i wielu skargach od pracowników,
zarząd naszej firmy postanowił wprowadzić zakaz używania wulgarnego
języka w czasie pracy. Od dzisiaj nie wolno używać w komunikacji
wewnątrz firmy słów powszechnie uznawanych za obraźliwe czy wulgarne.
Drodzy pracownicy, musicie zdawać sobie sprawę, że bardzo często
macie do czynienia z osobami o wiele wrażliwszymi od siebie
i używając dość swobodnego języka możecie kogoś urazić czy spowodować
u niego nieodwracalne zmiany psychiczne. Ten typ języka nie będzie
już tolerowany, a kto się nie zastosuje do tego zarządzenia
poniesie surowe konsekwencje. Aby ułatwić wszystkim "przejście" na
akceptowany dla wrażliwych uszu język, zarząd przygotował podręczną
listę zwrotów zamiennych pod nazwą: "LEPIEJ POWIEDZ..."
Zwroty zostały tak opracowane, że sprawna wymiana pomysłów
i informacji będzie możliwa bez straty czasu i wysokiej efektywności
komunikacji. A oto przygotowana na podstawie wnikliwych obserwacji
rozmów pracowników lista:

LEPIEJ POWIEDZ: Być może mógłbym dzisiaj zostać po godzinach.
ZAMIAST: Czyś ty ochujał? Co ja kurwa domu nie mam czy co?

LEPIEJ POWIEDZ: Myślę, że w ten sposób nie uda nam się tego zrobić.
ZAMIAST: I tak kurwa do zajebania! Całe życie z kretynami!

LEPIEJ POWIEDZ: Może powinieneś jeszcze to sprawdzić...
ZAMIAST: No i weź tu kurwa tłumacz debilowi...

LEPIEJ POWIEDZ: Nie uczestniczę w realizacji tego projektu.
ZAMIAST: A chuj mnie to obchodzi!

LEPIEJ POWIEDZ: Hmmm... To bardzo interesujące...
ZAMIAST: Co ty pierdolisz?

LEPIEJ POWIEDZ: Spróbujemy to jakoś rozplanować...
ZAMIAST: I kurwa dopiero teraz mi o tym mówisz?

LEPIEJ POWIEDZ: On nie jest zapoznany ze sprawą...
ZAMIAST: Jak zwykle był zajęty lizaniem czyjejś dupy!

LEPIEJ POWIEDZ: Przepraszam Pana...
ZAMIAST: I chuj ci w dupę...

LEPIEJ POWIEDZ: Jestem w tej chwili zawalony robotą...
ZAMIAST: I co kurwa jeszcze mam zrobić? Mam płacone na godzinę...

LEPIEJ POWIEDZ: Lubię wyzwania...
ZAMIAST: Poszukaj sobie kogoś głupszego od siebie do czarnej
roboty...

LEPIEJ POWIEDZ: Nie za bardzo mogę ci w tej chwili pomóc.
ZAMIAST: Pojebało cię? Frajera szukasz?

LEPIEJ POWIEDZ: Ona jest agresywną i przebojową osobą.
ZAMIAST: To suka jakich mało!

LEPIEJ POWIEDZ: Mógłbyś więcej poćwiczyć robienie tego.
ZAMIAST: Przecież ty kurwa nie masz zielonego pojęcia jak to się robi!

Z góry dziękujemy za zastosowanie się do powyższego zarządzenia i życzymy
miłej atmosfery w komunikowaniu się ze współpracownikami, mając nadzieję,
że nasz drobny wkład w postaci przygotowanej listy przyczyni się do zwiększenia
efektywności pracy i usprawnienia komunikacji.

Jeszcze raz dziękujemy
Departament Kadr




BEZ DYMU...

Technik:
Witam. W czym mogę pomóc?
Klient:
Z zasilacza mojego komputera unosi się dym...
Technik:
Wygląda na to, że potrzebuje pan nowego zasilacza do komputera...
Klient:
Nie, wcale nie! To trzeba tylko zmienić coś w plikach startowych...
Technik:
Proszę pana, to co pan opisał, to zepsuty zasilacz. Musi go pan wymienić...

Klient:
W żadnym wypadku! Ktoś mi powiedział, że to wystarczy tylko zmienić pliki
startowe, żeby się pozbyć tego problemu! Niech mi pan tylko poda właściwe komendy...

Przez następnych 10 minut, pomimo wysiłków technika w wyjaśnieniu problemu
i jego rozwiązania, klient uparcie twierdzil, że to on ma racje.
W końcu zirytowany technik powiedział...

Technik:
Przepraszam. Zwykle nie mówimy o tym naszym klientom, ale jest taka
nieudokumentowana komenda w DOS'ie, która załatwia ten problem...

Klient:
Wiedziałem
Technik:
Proszę tylko dodać linie "LOAD BEZDYMU.COM" na końcu pańskiego pliku CONFIG.SYS,
i wszystko powinno zacząć działać. Proszę zadzwonić i powiedzieć jak poszło...
Dziesięć minut później, klient oddzwonił... Klient: Nie zadziałało.
Z zasilacza ciągle unosi się dym...

Technik:
Której wersji DOS'a pan używa?
Klient:
MS-DOS 6.22...
Technik:
No, to tu leży problem. Ta wersja DOS'a nie obsługuje komendy BEZDYMU.
Musi się pan skontaktować z Microsoft'em i zapytać ich o łatę na system.
Proszę zadzwonić i powiedzieć jak panu poszło...
Po około godzinie, telefon znowu zadzwonił...

Klient:
Będę potrzebował nowego zasilacza...
Technik:
Jak pan do tego doszedł?
Klient:
No więc, zadzwoniłem do Microsoft'u i powtórzyłem ich technikowi to co pan mi powiedział,
a on zaczął mnie wypytywać o wytwórcę zasilacza...
Technik:
I co panu powiedział?

Klient:
Że mój zasilacz nie jest kompatybilny z komenda BEZDYMU...




ŚWIĘTY MIKOŁAJ...

Bardzo dawno temu, w Boże Narodzenie Święty Mikołaj przygotowywał się
do swej corocznej podróży. Jednak wszędzie piętrzyły się problemy...
Czterech elfów zachorowało, a ich zastępcy nie produkowali zabawek tak szybko
jak elfy, więc Mikołaj zaczął podejrzewać, że może nie zdążyć...
Pani Mikołajowa oświadczyła Mikołajowi, że jej mama ma zamiar wkrótce ich
odwiedzić, co bardzo go zdenerwowało. Na domiar złego, kiedy poszedł zaprzęgać
renifery okazało się, że trzy z nich są w zaawansowanej ciąży, a dwa inne
przeskoczyły przez płot i uciekły. Mikołaj zdenerwował się jeszcze bardziej.
Gdy zaczął pakować sanie, jedna z płóz pod wpływem ciężaru złamała się.
Worek runął na ziemię i zabawki się rozsypały. Wkurzony Mikołaj postanowił
wrócić do domu na kawę i szklaneczkę whisky. Gdy otworzył barek, okazało się,
że elfy wyżłopały cały alkohol i nic nie ma do wypicia...
Roztrzęsiony Mikołaj upuścił dzbanek do kawy, który roztrzaskał się na
kawałeczki na podłodze w kuchni. Poszedł wiec po szczotkę, ale okazało się,
że myszy zjadły włosie z którego była zrobiona... I wtedy właśnie zadzwonił
dzwonek do drzwi, więc Mikołaj poszedł otworzyć. Za drzwiami stał mały aniołek
z piękną, wielką choinką.
- Wesołych Świąt, Mikołaju! Czyż nie piękny mamy dziś dzień?
- Przyniosłem dla Ciebie choinkę.
- Prawda, że jest wspaniała? Gdzie chciałbyś, żebym ją wsadził?

...Od tego czasu rozpowszechniła się tradycja
umieszczania aniołka na czubku choinki.



12  PRZYKAZAŃ  IDEALNEJ  ŻONY

Tylko przeczytanie tej listy może przynieść szczęście!
Co mąż chciałby usłyszeć Od swojej żony...

1.
Kochany, jesteś pewien, ze wypiłeś już wystarczająco dużo?
2.
Postanowiłam od dzisiaj chodzić po domu nago.
3.
Wyskoczę pomalować płot w ogródku.
4.
Czy nie powinieneś teraz być z kolegami w pubie?
5.
Tak mnie podniecasz kiedy jesteś pijany!
6.
Kochanie, ja wiem, że katar to straszna choroba...
Może położysz się do łóżka, a ja zrobię obiad,
posprzątam, skoczę do sklepu po piwo i zagrzeję
je dla Ciebie - ten duży garnek nie będzie za mało?
Na pewno wystarczy?
7.
Oczywiście kochanie, za rok tez będziemy mieli rocznicę ślubu.
Idź obejrzeć mecz z kolegami.
8.
Słuchaj, zarabiam wystarczająco dużo. Po co ty masz pracować?
Lepiej naucz się grać w pokera.
9.
Kochanie, nasza seksowna sąsiadka założyła swoja nową
minispódniczkę. Musisz to zobaczyć!
10.
Nie i jeszcze raz nie! Ja wezmę samochód i wymienię olej!
11.
Kochany co powiesz na to: wypożyczymy jakieś dobre porno,
kupimy skrzynkę piwa, a ja zawołam moje koleżanki na seks grupowy?
12.
Zapisałam się na jogę aby spróbować wszystkie pozycje z kamasutry.




NIESZCZĘŚLIWE WYPADKI PRZY PRACY.

Autentyczny list wyjaśniający z dnia 23.05.2000r.

List osoby poszkodowanej w wypadku przy pracy,
nadesłany do ZUS jako odpowiedź na prośbę o udzielenie bliższych
informacji o okolicznościach, w jakich doszło do wypadku.


Szanowni Państwo;

W raporcie z wypadku jako przyczynę podałem:
"próba samodzielnego wykonania pracy".
W swoim piśmie Państwo stwierdzili,
że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie,
co niniejszym czynię.
Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.

Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem
sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku.
Po zakończeniu prac, stwierdziłem, iż mam ponad
150 kg cegieł porozrzucanych wokoło.
Zdecydowałem, nie znosić ich na dół pojedynczo,
lecz spuścić w beczce,
używając do tego liny na bloku przytwierdzonym do ściany
na trzecim piętrze budynku.
Jak postanowiłem tak zrobiłem. Zabezpieczywszy linę na dole
wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę -
poczym załadowałem ją cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę,
przygotowawszy się do jej silnego – zaznaczam - trzymania i
powolnego opuszczania 150 kilogramowego ciężaru.
Nadmieniam, iż w raporcie o wypadku określiłem moją wagę na (cylka) 80kg.
Możecie sobie Państwo wyobrazić, jakież było moje zaskoczenie nagłym
szarpnięciem do góry, straciłem orientację jednak nie
puściłem mocno trzymanej liny.
Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie,
tuż przy ścianie drąc łokcie do krwi.
Gdzieś w połowie drugiego piętra, spotkałem się z opadającą beczką.
To tłumaczy pękniętą czaszkę oraz złamany lewy obojczyk i
wystawiony lewy bark. Zwolniłem trochę z powodu beczki ale
kontynuowałem gwałtowne wciąganie nie zatrzymując się do momentu
gdy kostki mojej prawej ręki zaklinowały się w bloku.
Na szczęście pozostałem przytomny i byłem jeszcze w stanie
trzymać mocno linę pomimo bólu i odniesionych ran.
W tym samym momencie beczka uderzyła o ziemię w wyniku czego
jej dno pękło a zawartość wypadła.
Pozbawiona ładunku beczka ważyła już tylko 25kg. Przypominam,
że obolały na drugim końcu liny ważyłem nadal 80 kg.
W tej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać i w połowie drugiego piętra
ponownie spotkałem się z pękniętą beczką, która tym razem wznosiła się do góry.
W efekcie mam popękane kostki i rany szarpane nóg.
Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem zdecydowanie
mniejsze obrażenia upadając na stos cegieł –
złamane tylko trzy żebra, nie wspomnę potłuczeń. Z przykrością muszę stwierdzić,
że gdy już leżałem półprzytomny i
obolały na stosie cegieł, nie mogłem wstać ani się poruszyć a ponadto
przestałem trzeźwo myśleć... i puściłem linę ważącą około 5kg .
Pusta beczka ważąca jednak nadal 25 kg przeważyła ciężar liny i
spadając z wysokości 3 piętra połamała mi nogi.

Mam nadzieję, że udzieliłem Państwu wyczerpujących wyjaśnień
potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie
oraz jest jasne w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.

Wiesio Kupała



MISTRZOSTWO...

Z forum internetowego (Onet):

- BŁAGAM O POMOC!!!! - kolega mi powiedział, że płyta DVD lepiej
odbija radar niż zwykła płyta - podpowiedźcie mi proszę, czy mnie nie
skłamał - bo jeśli rzeczywiście to jest prawda, to czy w każdym
hipermarkecie jak pojadę do miasta będę mógł taką płytę kupić?
Na razie używam zwykłej płyty i jestem zadowolony - nie dostałem żdnego mandatu!!!

odp1.: - Powieś sobie jeszcze trzy takie płyty - już z daleka będzie
widać, że jedzie idiota.

odp2.: - Fakt, oni swoich nie zatrzymują.

odp3.: - Jako że płyta DVD ma większą pojemność,
tak przy większej predkości płyta ta lepiej działa.
Tylko pamiętaj, że strona przeznaczona do zapisu musi być
skierowana w stronę policjantów, bo inaczej spowoduje
wzrost prędkości pokazywanej przez radar.
Sam stosuję 3 plyty DVD, 2 analogowe (tak na wszelki wypadek)
i krawat samoobrony na ewentualne blokady.
Pozdrawiam.(hihihi)




HUMOR O FRYZJERACH...

Po ogoleniu klienta fryzjer mówi:
- Gotowe. Płaci pan 8 złotych.
- Jak to? Przed goleniem mówił pan, że będzie kosztować 5 złotych!
- Tak, mówiłem, ale musi pan dopłacić za trzy opatrunki, które panu założyłem na rany.


Zarozumiały Jasio pyta fryzjera:
- Czy pan już kiedykolwiek kogoś strzygł?
- Owszem. Gdy byłem młodzieńcem, strzygłem barany i dziś, po tylu latach,
przytrafił mi się jeden.


Fryzjer pyta klienta:
- Pan już chyba u nas był?
- Nie, ucho straciłem na wojnie.


Roztargniony profesor wchodzi do fryzjera i mówi:
- Proszę mnie ostrzyc.
- Z przyjemnością, panie profesorze, tylko proszę zdjąć kapelusz.
- Och, bardzo przepraszam! Nie zauważyłem, że tu są damy!


Kowalski wchodzi do zakładu fryzjerskiego, ale stwierdziwszy,
że fryzjer jest podpity, zawraca do drzwi.
- Chciałem się ogolić - mówi - ale, ponieważ mistrz nie jest dziś w formie, przyjdę jutro.
- Drobiazg! Siądź pan tylko na fotelu i pokaż mi pan, gdzie masz pan głowę!


15-letni młodzieniec przychodzi do fryzjer i siadając na fotelu, mówi:
- Golenie.
Fryzjer wszystko przygotował, ale nie zaczyna golenia.
- Na co pan czeka?
- Na zarost.


Fryzjer strzygąc klienta zauważa:
- To śmieszne. Niedawno goliłem faceta, który nazywa się Kowal, a jest piekarzem.
Albo pan: nazywa się Kucharski, a jest pan hydraulikiem.
- Co w tym śmiesznego? Pan nazywa się Brzytwa, a jest pan tępy!


Fryzjer do klienta:
- Chciałbym zapytać, jakie są pana przekonania polityczne.
- Dokładnie takie same jak pańskie.
- Przecież pan nie zna moich przekonań.
- Ale pan ma w ręku brzytwę!


Podczas strzyżenia Kowalski zauważa w rogu psa, który z uwagą śledzi każdy ruch fryzjera.
-To pański pies? -pyta.
-Nie.
-To dlaczego on tak na pana patrzy?
-Bo jak wczoraj odciąłem klientowi ucho, to on je potem zjadł.


W małym miasteczku do sklepu z artykułami metalowymi dokonano włamania.
Prowadzący śledztwo Sherlock Holmes mówi do doktora Watsona:
- To musiał być tutejszy fryzjer.
-Dlaczego tak sądzisz, Holmesie?
- Bo zginęły tylko brzytwy i nożyce.


Kowalski zachęca żonę:
- Poszłabyś do fryzjera i pomalowałabyś sobie włosy na rudo.
- Na rudo? A po co?
- Słyszałem, że rude kobiety mają większy temperament.


Szkot pyta fryzjera:
- Ile kosztuje strzyżenie?
- Trzy funty.
- A golenie?
- Dwa funty.
- To w takim razie proszę mi ogolić głowę.


Długowłosy chłopak siada na fryzjerskim fotelu i pyta fryzjera:
- Czy to pan strzygł mnie ostatnio?
- Nie, ja tu pracuje dopiero od dwóch lat.


Kowalski pyta kolegę:
- Czy twoja żona jest brunetką, czy blondynką?
- Trudno powiedzieć. Dwie godziny temu poszła do fryzjera i jeszcze nie wróciła.


Na ulicy Kowalski pyta przechodnia:
- Jak trafić do fryzjera?
- Pójdzie pan prosto, potem skręci w lewo, a dalej poprowadzą pana ślady krwi na chodniku.


Wynalazca prezentuje w Urzędzie Patentowym swój wynalazek -
niewielkie pudełeczko z dziurką i mówi:
- W ten otwór wkładamy twarz. W środku są dwie brzytwy, które błyskawicznie golą.
- Ale przecież każdy ma inne rysy twarzy!
- Tylko przy pierwszym goleniu!


W zakładzie fryzjerskim:
- Mistrzu, jaka jest różnica między ogoleniem za 3 złote, a tym za 5 złotych?
- Do tego za 5 złotych używam naostrzonej brzytwy.


Kowalski postanowił zrobić żonie niespodziankę. Poszedł do fryzjera, zgolił wąsy, brodę,
przystrzygł krótko włosy. Kiedy wrócił, żona rzuciła mu się na szyję i zaczęła namiętnie całować.
- Wiedziałem kochanie, zę zrobię ci niespodziankę!
- Och, to ty?! - krzyknęła speszona żona.


- Jaka jest różnica między Urzędem Skarbowym a zakładem fryzjerskim?
- W Urzędzie Skarbowym golą dokładniej.




   AUTENTYCZNY  WYKŁAD  MIODKA
 



   10  PEZYKAZAŃ  RYDZYKA
 



    ZJEBKA...
 



2 3 4 5 6 7